• Wpisów:7
  • Średnio co: 294 dni
  • Ostatni wpis:6 lata temu, 22:40
  • Licznik odwiedzin:1 771 / 2356 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Chciałabym przeżyć kiedyś to piękne zjawisko jakim jest sen. Tam podobnież jest lepiej, o wiele lepiej. Uciekłabym od tego zgiełku codziennego świata, od tej szarości i zła wokoło. Intryguje mnie cały czas ta nieznajoma postać. Pamiętam tylko urywki, lecz są one dość istotne. Był to mężczyzna zacnej wysokości. Jego długie, proste, blond włosy oplatały niewinnie jego hebanową twarz z jakże dynamicznymi rysami twarzy, które tak bardzo przyciągały uwagę do lazurowych oczu. Było w nich coś niezwykłego, żeby nie powiedzieć magicznego. Widziałam w nich znaczne podobieństwo. Wydawałoby się, że są takie jak moje. Jednak w jego pisało się opanowanie i wszechogarniający spokój. Moje zaś są przestraszone i drżące. Nad lewym, spiczastym uchem biegł w dół cieniutki warkoczyk.
Jestem bardzo głodna, od kilku dni nic nie spożywałam. Nie mam siły iść na polowanie, a w chatce zabrakło już zapasów. Cóż, muszę jeszcze wytrzymać przynajmniej dzień. Dzisiaj będę leżała cały dzień, bo czuję się nieswojo. Starych Williamsów nie widziałam już dobre pół roku. Gdy się wynosiłam byli na prawdę szczęśliwi. Byłam ich piątym kołem u wozu, zbędnym rozdziałem w książce życia. Dziwne było to, że Georg był smutny. Być może odpowiadała mu moja obecność. Miał się chociaż na kogo patrzeć całymi nocami. Muszę się wziąć w garść. Jedyne o czym teraz marzę to krwawa zemsta na pewnych osobach, których nie darzę jakąkolwiek sympatią. Po tych wydarzeniach ostatnich dni jestem pewna, że nie zdołam tego zrobić sama. Jest mi potrzebna taka osoba jak ja do pomocy, do zrealizowania tego pięknego celu. Ostatnimi czasy zaczęłam interesować się magią nocy. Jest to skomplikowana część nauki. Rasy świata przechodzą przez powtarzającą się matrycę stworzenia, trwania i zagłady. Po zaniku starej rasy, nowa rodzi się o wiele bardziej rozwinięta niż te które panowały wcześniej. Owa magia popiera moje poglądy związane z zostaniem największym mędrcem. Dowiedziałam się ostatnio, że mój klan prześladował słabych i bogobojnych ludzi. Byli źli, najzwyczajniej źli. Czarni byli taką grupą konkurencyjną, która za wszelką cenę chciała być tą przed nami. Nigdy się im to nie uda, choć doprowadzili mój ród do prawie całkowitego wyginięcia. Ze mną im tak szybko nie pójdzie. Niebo dzisiejszej nocy jest wyjątkowo piękne, dzięki roziskrzonym gwiazdom utkanym jedna koło drugiej. Musze iść do miasta gdyż w Frankfurcie jest wiele dobrych księgarń, w których na pewno zjadę coś odpowiedniego dla siebie. W powietrzu unosi się dziwna woń, która niezwykle drażni moje nozdrza. Zapach przypomina spaliny, lub jakieś inne świństwa. Niedaleko przy polanie ujrzałam rozbity samolot palący się jasnoczerwonym ogniem. Ciekawość ludzka jest niezbadana. Zastanawiałam się czy ktoś przeżył. Dziwny był ten objaw miłosierdzia i chęć pomocy innym. Weszłam do środka i co ujrzałam było przerażającym widokiem. Ciała ludzi leżały porozrzucane po całym pomieszczeniu w chaotyczny sposób. Podszedłszy bliżej zauważyłam pewną kobietę, która jeszcze oddychała resztkami sił. Miała szarpaną ranę na szyi, która ociekała blado czerwoną krwią. Rzekła cichym i przerażonym głosem :"wampirzyca".
 

 
Leżałam prawie nie przytomna na ziemi, wmawiając sobie jaka jestem beznadziejna i niedołężna. Już wschodziło słońce, piękny to dzień. Kręciło mi się jeszcze w głowie, tak jakbym miała zaraz zwymiotować. Zaczęłam pluć krwią, która powoli spływała po każdej cząstce mego zimnego ciała. Traciłam już nadzieję, że mogę wyjść z tego cało, że mam cokolwiek siły psychicznej aby się podnieść i dotrzeć do szałasu. "Jak mogłam być taka nierozważna!Po co wychodziłam z domu?!Ja chcę żyć..."- powiedziałam cicho, ściskając zęby z bólu. Poczułam nagły przypływ siły, podobny do tego wcześniej. Podniosłam się, idę. Miałam halucynacje, widziałam mężczyznę, który podchodząc do mnie, łapie rękoma mój oziębły i ukrwawiony tułów, tak jakby chciał mnie wesprzeć. Czułam jego dotyk, co mnie niesłychanie przeraziło i wywołało gwałtowną boleć. Wyczuwałam aurę, która wibrowała w otoczeniu i oddech, nierówny i chaotyczny. Ale to nie może być prawda, utraciłam za dużo tej sennej purpury. Dzięki temu czemuś/ komuś zdołałam resztkami wytrzymałości dobrnąć do kresu niekończącej się drogi życia. Gdy przeszłam przez próg, poczułam wielką ulgę, która rozluźniła całe moje ciało. Sięgnęłam drżącą, siną dłonią po menzurkę z wywarem gojącym obszerne rany, wylewając szybkim i dynamicznym ruchem na miejsce męki. Nie da się opisać jaką wtedy czułam martyrologię. Owe męki mnie przerastały tak, że krzyczałam z całych sił, które mi pozostały. Nie wiem ile te cierpienia trwały, 5 minut, 10, 15, dzień, nie jestem w stanie tego określić. Czułam się wolna, wyzwolona spod rąk nieodwracalnej śmierci. Dziękowałam sobie i temu nieznajomemu, bez którego nie dałabym rady pokonać tak długiej drogi.Otworzyłam oczy,huk rozlepianych powiek doprowadził moje zmysły do szaleńczej plątaniny.Było ciemno, domyśliłam się, że musiałam w takim stanie trochę leżeć. Powoli osobno podnosiłam każdy kawałek mego ciała z podłogi. Rzuciłam okiem na brzuch, szarpana rana znikła.
Poszłam wykąpać się do magicznego potoku, na którym złożyłam czar dawno temu. Nikt oprócz mnie nie może się do niego zbliżać, jest tylko mój! Zmyłam z siebie kurz negatywnych uczuć byłego dnia. Wyszłam jak nowo narodzona, choć odczuwałam jeszcze ból w lędźwiach i jamie brzusznej.
"Te ostatnie 2 dni były ciężkie, za ciężkie"- wyszeptałam kładąc się na mięciutką pościel z mchu. Nigdy nie śnię. Tym razem było inaczej. Miałam straszne koszmary przez, które oblewały mnie straszne poty. To Sukkuby i Inkuby wkroczyły z swoimi koślawymi odnóżami w mój sen. Spodziewałam się, że ktoś chce podkraść moją energię w tą noc, gdy moja moc jest mniejsza. Ta noc będzie horrendalnie dokuczliwa.
  • awatar Hayley Strachowsky: Na pewno pojawi się jeszcze dużo rozdziałów ^^ Dziękuję za czytanie .
  • awatar P950406: Przeczytałem wszystkie rozdziały i czekam na więcej :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Pewnej trwożnej nocy obudziłam się w lęku, oblana zimnymi potami, cała roztrzęsiona. Szybko wyszłam w domku całkiem naga, do tej niekończącej się kniei. Nie przeszkadzało mi to nigdy, nie wstydziłam się nagości. Stąpałam bezszelestnym krokiem, bosą stopą po miękkim mchu znajdującym się na zimnych, potężnych skałach przy potoku. Ta noc była cicha, przeraźliwie cicha. Nie było słychać najmniejszego szmeru, gwizdu ptaków, wiewiórki, zająca skakającego po lesie w poszukiwaniu resztki jedzenia. Wszystko zastygło w mistycznym bezruchu. Słyszałam swój nierówny oddech i nierytmicznie chaotyczne bicie przeciążonego serca. Krew rozsadzała system rurek. Szelest liści tańczących swój ostatni destrukcyjny taniec i nocne pieśni koników polnych, wywoływały na mej skórze ciarki. Mimo tego tej nocy las jest wyjątkowo piękny. Potężne gałęzie rozsadzają ziemię od środka wołając przeraźliwie, że chcą stąd uciec. Całe to miejsce jest takie gniewne, dlatego właśnie kocham to terytorium. Coś mnie niepokoiło, miałam rację. Nagle coś wskoczyło na moje mokre plecy, gryząc po rękach obślinionymi zębiskami i szalenie drapiąc brudnymi, wielkimi pazurami. Jego obślizgłe place wbiły się w mój brzuch. Przeszył mnie wtedy wielki ból, paraliżujący całe ciało. Krew tryskała jak opętana. Czułam jak penetruje moje wnętrzności z taką uciechą, co dawało jeszcze większą gehennę. Pierwszy raz coś zagrażało mojemu beznadziejnemu życiu. Każda chwila przemknęła mi przed oczyma, dało mi to wielką moc. " Muszę żyć, aby pomścić tych, których kochałam!"- wykrzyknęłam wstrząsającym tonem. Zebrałam myśli i szybko rzuciłam czar na wzmocnienie. Szybkim i bolesnym ruchem wyrwałam jego kończyny z brzucha, dając niesamowitą strugę koralowej substancji. Owe paskudztwo zeskoczyło z moich pleców, śmiejąc się wniebogłosy. Można by rzec ohydnie skrzecząc. W tej samej chwili zorientowałam się, że to jest leśny gremlin. Zawsze pojawiają się w grupie, ale ten widocznie od nich się odłączył. Byłam bardzo wściekła, że taki prymitywny gad chciał zrobić sobie ze mnie kolację. Wpadłam w niesłychaną furię. Moje ciało zaczęło się rozrastać, mięśnie wybuchły niczym bomba atomowa. Na skórze pojawiły się liczne żyły toczące słodką ciecz. Wokoło mej postaci ukazała się bordowa aura wyglądająca jak języki płomieni. Spojrzałam na lustro wody. Wyglądałam potężnie, niezwykle silnie. Oczy paliły się ciemnoczerwonym światłem. Odwróciłam się w stronę tej poczwary zbierając całą chakrę w zakrwawionej dłoni i rzuciłam tą ognistą kulę w jego kierunku. Obślizgłe ciało gremlina rozszarpało się na miliony kawałków, wylewając przy tym wszystkie wnętrzności. Ten widok był okropny, a zarazem piękny w swej brzydocie. Cała byłam pokryta w brunatnym śluzie. Czułam jak tracę resztki krwi. Zaczęło szumieć mi w głowie, po czym upadłam na kolana. Czołgałam się z zamkniętymi oczami po ściółce, kierując się po omacku w stronę mojej chatki. Nie dawałam rady, metry wydawały się takie długie. "To koniec." - pomyślałam roniąc łzę, która błyszczała w promyku wschodzącego słońca.
  • awatar Hayley Strachowsky: Ta grafika spodobała mi się i trochę pasuje do wpisu ^^ Lubię pisać dramatyczne teksty :)
  • awatar Imbirowy: Można by oskarżyć "napulpit.com" o kradzież... - grafika promocyjna serii karcianej Magic the Gathering :D Tekst dobry, chociaż trochę zbyt... dramatyczny.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Chcę trochę o mnie opowiedzieć. Mam 17 lat, za 3 miesiące skończę 18. Chodzę do liceum w Frankfurcie, dzięki czemu mam dużo znajomych, ale żadnej przyjaciółki/przyjaciela. Jest mi z tym źle. Nie mam się komu zwierzać, może dlatego zaczęłam właśnie pisać tą książkę.Chcę gdzieś umieścić moje historie, przemyślenia, których jest na prawdę wiele. Mam długie, falowane blond włosy sięgające za łopatki. Jasna cera i lazurowe oczy z długimi ciemnymi rzęsami dają oszałamiający efekt. Moje ciało jest smukłe i wysokie. Każdy zazdrości mi wyglądu, choć ja mogłabym oddać go za odrobinę matczynej miłości.Odziedziczyłam własnie ponoć po niej urodę, tak mi babka mówiła. Słyszałam niejednokrotnie, że jestem prawie identyczna. Ale cóż mi z tego, że jestem nadzwyczajnej urody, jeśli całe moje dzieciństwo przeżyłam tak jakbym go nie miała? Nigdy się nie zakochałam, nie wiem czemu. Może dlatego, że nikomu nie umiałam wierzyć, zaufać. Może i lepiej, nie musiałam nikomu tłumaczyć kim jestem i narażać na ciągłe niebezpieczeństwo.
Jestem zdolna. Zawsze uczyłam się najlepiej. Moim konikiem jest biologia i chemia. Uwielbiam wszystko co związane jest z człowiekiem i przyrodą. Jednym słowem kocham las, który zawsze był moim domem.Nie lubiłam i nie lubię przepychu, gwaru miasta. Zaraz po szkole zaszywałam się w leśnych dróżkach, w moim własnym świecie. Często nie wracałam na noc do "domu", czułam się bezpieczniej w lesie. Spałam na leśnym mchu w moim domku, który sobie zrobiłam z gałęzi. Był mały i przytulny, najważniejsze, że czułam się w nim dobrze i spokojnie. Miałam tam łózko zrobione z desek, wyłożone pościelą wypchaną mchem. Była na prawdę ciepła.
Przez ten cały czas kiedy mieszkałam w lesie, nabrałam dużo doświadczenia w magii. Najbardziej opanowałam magię żywiołów. Może opowiem o niej trochę. Więc tak. Kiedyś jeszcze w starożytności ludzie zaczęli dzielić świat na cztery żywioły, z których miał się składać cały świat.Można by powiedzieć, że w starożytnych czasach okultyści i filozofie dzielili "ducha" na 4 wielkie siły rządzące tym światem: ogień, woda, wiatr i ziemia. Mieszkańcami owych żywiołów były:rusałki czyli żywiołaki wody, sylfy czyli żywiołaki powietrza, gnomy czyli żywiołaki ziemi i salamandry czyli żywiołaki ognia.
Babka opowiadała mi, że wedle legend, wszystkie żywioły posiadały swojego opiekuna. Dżin był władcą salamander, Paralda sylfów, Ghob gnomów, a Niksa władała rusałkami. Do wizji psychicznej opiszę mniej więcej jak wyglądają ci "opiekunowie". Dżin pojawia się jako płomienisty olbrzym. Jego ciało tworzy splot płomieni,a skośne oczy jarzą się czerwienią. Ghob ukazuje się w postaci pękatego, ciężkiego stwora, a zwartej postaci. Paralda jest pokręconą postacią, złożoną z bladoniebieskiej lub szarej mgły. Ma kształt nieokreślony, wiotki i ciągle go zmienia. Niksa też jest płynna. utworzona z zielonawo-niebieskiej aury kiwa się tam i z powrotem, upstrzona srebrnymi smugami i szarymi mackami władzy. Opisy te służą mi głównie w pobudzeniu wyobraźni podczas wykonywania rytuałów, w których wykorzystuje się siły żywiołów. O właśnie! Zapomniałabym na śmierć. Muszę wspomnieć o podziale magii żywiołów. Oprócz tego, że magia dzieli się na cztery poddziały, każdy poddział dzieli się na jeszcze kilka odłamów. Tak więc magia ognia dzieli się na magię świec, ognisk, słońca i zniszczenia. Mnie najbardziej fascynuje ta ostatnia. Dzięki tej wiedzy chcę pomścić śmierć brata i odzyskać Księgę Ciemności. Ale wracając do tematu. Magia powietrza dzieli się na magię czterech wiatrów, większość praktyk wróżbiarskich, koncentracja magiczna i magia wizualizacji. Magia ziemi dzieli się na magię kamieni, wyobraźni, drzew i węzłów, a także na magię ziół. Ostatnia szybko opanowałam przez to , że tyle czasu spędziłam na poznawaniu ziół w lesie. Zbierałam je i suszyłam. Zrobiłam sobie nawet w domku taką małą spiżarnię najpotrzebniejszych . Gdy już opanowałam sztukę teleportacji, przenosiłam się do różnych buszów, pustyń, aby zdobyć jakieś mniej spotykane w moim terenie. Możecie się dziwić, ale mam własną małą plantację marihuany. W tych czasach, w XXI wieku gdy jest to w naszym państwie zakazane, przynosiło mi wielką radość. Często paliłam skręty z owego zioła, aby się odprężyć. Zapomniałam o magii wody, a dzielimy ją na magię luster, morza, mgły i deszczu. Możliwe, że o czymś zapomniałam drogi czytelniku, ale to mniej istotne. Z żywiołami można pracować oddzielnie z każdym, bądź ze wszystkimi na raz, lecz wymaga to już wielkiej mocy i doświadczenia. Ja na razie opanowałam posługiwanie się oddzielnie. Jestem jeszcze słaba, ale cały czas się uczę. Chcę posiąść całą wiedzę mojego klanu. Pragnę zostać największym mędrcem w całej historii... wiem brzmi to jak wyznania jakiejś cholernej fanatyczni. Cóż, może się nią stałam, może już do reszty oszalałam. Jedynym moim marzeniem jest zemszczenie się na Czarnych. Jednak na to jeszcze za wcześnie. Musze mieć wystarczająco dużo mocy, aby ich unicestwić, pogrążyć ich w niekończącej się otchłani. Wydaje mi się, że sama sobie nie poradzę. Biorąc pod uwagę, że ich jest pięciu, a pewnie ci idioci maja jeszcze kilkudziesięciu sługów, moje marzenie staje się trochę nieosiągalne, wręcz niemożliwe. Nie poddaję się, uczę się szybko.
Starzy WIlliamsi nazywali mnie kiedyś czarownicą. Nie jestem na pewno ani wiedźmą, ani jędzą! Jestem po prostu kobietą, która bezgranicznie wierzy w moc magii.
 

 
Pewnego razu, w ciemną noc wyszłam z Robem do lasu po drewno na opał. Gdy szukaliśmy chrustu poczuliśmy, że coś nas obserwuje. byliśmy wtedy bardzo młodzi, mięliśmy zaledwie 10 lat. Nie wiedzieliśmy co robić. Chcieliśmy stamtąd jak najszybciej uciekać, wrócić do domu lecz poczuliśmy nagłą falę mocy, która przyciągała nas w stronę potoku. Nigdy nie czułam tak wielkiej potęgi, która przeszywała na wylot nasze malutkie, niewinne ciała. "Tak wielka moc, nie może być dobra"- pomyślałam. Postać Roberta snuła się ku wodzie. Ciągnęłam go z całej siły lecz użył swojej mocy i wciągnął mnie do groty za wodospadem. Jego ciałem coś władało, tak jak marionetką, którą za pomocą sznurków można ruszać jak się tylko zapragnie. Nagle ujrzałam czarne postacie, wydobywające się z głębi skał. Poruszały się strasznie niezgrabnie lecz z dużą prędkością. Nim zdążyłam mrugnąć, stali tuż przede mną. Mięli potężne miecze, które z pewnością przerastały wagą mnie i Roba razem wziętych. W pewnej chwili utożsamiłam sobie ich wygląd z Czarnymi Jeźdźcami z opowieści babki. Ich długie, czarne płacze sięgały im do kostek , a cera w kolorze ziemi łuszczyła się płatami. Mięli masywną, ciężką posturę, przez co sprawiali wrażenie na prawdę potężnych. Ledwo sięgaliśmy im do kolan. Spojrzałam na ich szyję, na których szybkim tempem poruszały się skrzela. Najgorsze było ujrzenie ich okrutnie brzydkiej twarzy. Ostre zęby jak brzytwa przypominały strasznie zęby rekina, które mogą w jednej chwili połamać kości. Czułam wtedy wielki strach, nogi miałam jak z waty. Ich moc była tak silna,że magnetyzowała nas w ich stronę. Wtedy jeszcze nie miałam dużego pojęcia o magii. Pamiętam, że mówili coś o Księdze Ciemności. Było ich pięciu. Szczerze mówiąc byli tacy sami, brzydcy i odrzucający. Nagle jeden z nich wyciągnął swój miecz i wbił je cholernie szybkim ruchem w maleńkie ciało Roba. Chciałam zatrzymać czas, ale ich moc była o wiele większa. Nie miałam szans. Robert upadł na ziemię i powiedział : "Kocham Cię Hayley". Nie mogłam opanować płaczu,leżąc w jego krwi na skałach. Jedyna osoba, którą kochałam opuściła mnie! Byłam wściekła, do tego stopnia, że próbowałam im coś zrobić, zabić. Nawet się nie ruszyli. To przypominało walkę mrówki ze słoniem. Chodziło im o mojego brata, mojego kochanego brata. Gdy ja siedziałam pod murem cała roztrzęsiona, oni wzięli ciało Robiego na plecy i udali się w głąb groty. Zniknęli bez śladu, tak jakby ich tu nigdy nie było. Weszli w światło, które było tak intensywne, że sparaliżowało mnie całą. Nie mogłam przez jakiś czas się ruszać, miałam tylko jasność przed oczami, jasność, którą tak znienawidziłam. Stłam jak wryta czekając, aż ten sen się skończy, aż ktoś mnie uszczypnie i ten cholerny koszmar minie. Łudziłam się na darmo. W pewnej chwili uświadomiłam sobie, że go już nie ma. Została tylko wielka kałuża krwi i wspomnienia. Jak zahipnotyzowana zaczęłam z całej siły biec za tymi paskudnymi stworami. Na darmo były moje wysiłki, coś odpychało mnie, nie pozwalając wejść do środka. Czułam się okropnie bezradna. Nie mogłam sobie darować tego, że straciłam do cholery brata, jedyną ważną mi osobę! No i co ja mogłam zrobić?! Byłam za słaba, żeby ich powstrzymać. Do tej pory sobie tego nie mogę darować, a przecież minęło już 8 lat.
Wróciłam do "domu" cała roztrzęsiona. Wydawało mi się, że Starzy i Georg cieszą się z tego powodu. Słyszałam drwiące śmiechy i głosy w głowie, widziałam wstrętne uśmieszki na ich twarzach. Byli szczęśliwi, że pozbyli się jednego truchła. Powiedziałam sobie: " Mnie tak łatwo się nie pozbędziecie!". W tym czasie postanowiłam, że muszę się na nich zemścić, za te wszystkie nieprzyjemności, cierpienia. Pierwszym moim celem był Georg. Wtedy już wiedziałam, że nie mam dość siły aby go zabić. Tak! Własnie chciałam ich zabić! Wszystkich Williamsów! Nienawidzę ich! Wtedy przypomniałam sobie o tej Księdze Ciemności.
Właśnie czas, abym wyjaśniła co to jest Księga Ciemności. Jest to zbiór zaklęć, czarów, przepisów na mikstury, który opracował cały klan Hyuga. Od wieków mędrcy z mojego rodu zapisywali swoją wiedzę, którą posiadali. Nie trzeba się zastanawiać, że owa księga była odwiecznym celem Czarnych. Ostatnimi czasy należała do mojej babki. Ona wiedząc, że dostanie się w ręce tych idiotów, złożyła zaklęcie na ową księgę, które wymazało wszystkie wiadomości w niej zawarte. Zostały tylko puste strony. Jedynie to zaklęcie mogło być odwrócone przez członka klanu Hyuga. Nie było to takie proste, potrzebny był do tego amulet, który babcia podarowała mi w moje 7 urodziny. Wiedziała, że będzie bezpieczny. Amulet jest nienaturalnej piękności. Kamień, z którego jest zrobiony ma lazurowy kolor, tak jak kolor moich oczu. Umieszczony jest w srebrnej zawieszce, którą umieszcza się na rzemyku. Dziwi mnie to, że do tej pory ani razu nie zerwałam owego rzemyka. jest nadzwyczajnie mocny. Nawet jeśli się go próbuje przeciąć nożem, on i tak nie poddaje się pod ta siłą, zostaje nienaruszony. Od tego czasu co założyła mi go babka i wypowiedziała jakieś zaklęcie, nie da się go zdjąć z szyi. Nawet jeśli bym bardzo chciała, to i tak się nie uda. Babka go tak zaczarowała, że tylko ja mogę go nosić. Pamiętam, kiedyś Georg go dotknął, to przez 2 dni nie mógł nic mówić. Poraził go prąd. Amulet jest mądry, nigdy w to nie wątpiłam. Niedawno odkryłam, że gdy w pobliżu jest coś magicznego, on daje mi znaki. Świeci się jaskrawym światłem i lekko unosi. W dniu zabójstwa Roba też tak było. Brakuje mi go. Mieszkam tyle lat u Williamsów. Przez ten czas zdążyłam ich jeszcze bardziej znienawidzić. Dalej zaganiali mnie do pracy. Ciekawe czy się mnie boją? Wydaje mi się, że dlatego mnie nienawidzą. Są tchórzami, którzy wolą mnie omijać z daleka. Zresztą cieszę się, że nie próbują być dla mnie mili. I tak nigdy nie miałam do nich o to żalu, wolę być poganiana przez nich , niż być tak wychowana jak ich synalek .
 

 
Na początku chcę wspomnieć kilka słów o sobie. Nazywam się Hayley Strachowsky. Klan mojej rodziny dawno się rozpadł. Stało się to jakieś 13 lat temu, gdy miałam 5 lat. Urodziłam się w małej, ponurej, trącającej o obrzydzenie miejscowości jakieś 20 mil od Frankfurtu. Całe moje dzieciństwo było jakąś jedną, wielką porażką, ciągłą gonitwą. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, czemu cały czas uciekamy. Moja rodzina była jedną wielką patologią, zawsze byłam bita i karcona. Do tej pory mam liczne blizny na całym, ohydnym ciele. Rodzice, jeśli można ich tak nazwać, kochali tylko starszego syna-Georga. Był dla nich wzorem, oczkiem w głowie, które pielęgnowali jak największy cud świata. Zawsze był wyręczany z prac wysiłkowych, do których zaganiano mnie i Roberta. Nienawidziliśmy go za to ! Ja i Rob byliśmy inni, wyjątkowi w swoim rodzaju. Oni tego nie doceniali lecz gardzili tym. Odkąd pamiętam zawsze mięliśmy nadzwyczajne moce. Zawsze wiedziałam co inni myślą, umiałam lewitować, zbierać chakre w jednym punkcie, dzięki czemu tworzyłam ogniste kule. Rob też został obdarzony tymi drogocennymi genami. Moja prawdziwa matka została zabita przez Czarnych Jeźdźców, zaraz po tym jak przyszliśmy na ten obrzydliwy świat. Mogłabym się nigdy nie urodzić, tak by było lepiej. Nie miałabym tyle rozczarowań, przykrości. Jestem bliźniaczką Roberta lecz wszystkim się różnimy. Jedyne co nas łączy to przynależność do klanu Hyuga. Niektórzy uważają nas, lepiej powiedzieć uważali, za bandę ateistów wierzących w czarne moce i odprawiające czarne msze. Przez to nasz klan został skazany na wieczne potępienie i otrzymał miano tych "złych". Ludzie nie chcą mieć do czynienia z czymś, co im się nawet nie może pomieścić w ich tępych móżdżkach. Znałam moją babkę. Była fantastyczną kobietą. Oddała nas w ręce tych cholernych oszustów, do tej aroganckiej rodziny, w nasze 7 urodziny. Uciekała przed Czarnymi całe lata. W końcu musieli ją kiedyś dopaść i odebrać życie. Babcia chciała nas chronić, wiem, ale często miałam do niej żal, że nas zostawiła u tych Williamsów. Nie widziałam nigdy mojej matki ani ojca. Z opowieści babki dowiedziałam się, że byli szczęśliwą parą, kochali się. Matka była bardzo piękną kobietą, za którą niejeden mógłby oddać wszystko co ma. Jednak ona wyszła za ojca w swoje 18 urodziny, jak była młodziutką dziewczyną. Księga naszego klanu mówi, że kobieta musi wyjść za mąż właśnie w tym wieku. Z pokolenia na pokolenie każda białowłosa w naszej rodzinie jest przeznaczona dla danego samca. Teraz zbliżają się moje 18 urodziny, wiek osiągnięcia dojrzałości i pełnoletności. Mnie ten obowiązek na szczęście nie obowiązuje, brzydzę się mężczyznami. Jestem wolną kobietą, mogę podejmować sama decyzje i dobrze mi z tym, cholernie mi dobrze. Tak jak wspomniałam odwieczny klan mojej rodziny został przerwany, nieodwracalnie. W dzień zamordowania moich rodziców Święta Księga znikła. Porwali ją Czarni, a może i nie ...
Chcę się uczyć. Jestem cały czas głodna wiedzy. Williamsi na to nie pozwalają, boją się mnie. Jeśli tylko ujrzą, że korzystam z moich zdolności, od razu mnie karzą. Pamiętam, jak jeszcze w swoje 9 urodziny chciałam się pochwalić, że umiem przenosić przedmioty. Przez to Starzy nie dawali mi jeść przez 3 dni. Nie mogłam się czasami opanować i za to byłam skazywana na bicie. Rzucali nas po kątach, śmiejąc się i drwiąc. Zawsze spaliśmy na ziemi, kiedy Georg był dopieszczany. Wychowali go na skurwiela. Pamiętam jak kiedyś dobierał się do mnie, więcej już tego nie zrobił. Nie mogłam na to pozwolić. Jego obrzydliwie piękne ciało zbliżało się do mojego. Moje myśli przebiegały wstrętne scenariusze, które mogły się zaraz zdarzyć. Nie pozwoliłam na to! Uderzyłam go z pięści w twarz, tak, że odleciał na jakieś 2 metry. Ocierając swoją boską twarz, swoje sine policzki z krwi, spojrzał na mnie uśmiechając się wrednie i oddał mi kilka razy mocniej. Leżałam na kałuży krwi na podłodze, która płynęła z rozwalonego łuku brwiowego. Byłam na prawdę wkurzona, nigdy taka nie byłam. Chociaż nie wiedziałam co robię wypowiedziałam kilka słów w języku mojego klanu i nim się obejrzałam cały świat zastygł. Kierowała wtedy mną spontaniczność i jakaś moc. Wszystko umilkło, tak, że mogłam usłyszeć własne myśli, które w chaotycznym ruchu krzątały mi się po głowie. Było przeraźliwie cicho. Wtedy właśnie nauczyłam się zatrzymywać czas. Ciało Georga, całkiem nagie zastygło w bezruchu. Był cały mokry. Wtedy pierwszy raz widziałam mężczyznę nago, miałam wtedy 15 lat. Bardzo szybko dorastałam, byłam wysoką, atrakcyjna dziewczyną, za którą oglądali się starsi chłopcy oraz mężczyźni. Williamsi są okrutni, całe dzieciństwo mnie głodzili, dawali do jedzenia tylko chleb i mleko. Trzymali mnie pod kloszem. Właśnie, muszę wspomnieć, że ich rodzina była jedną z najbogatszych w całej wiosce. Utrzymywali się z hodowli bydła i pola. Zawsze musiałam paść te cholerne krowy, które wzbudzały we mnie odruch wymiotny. Pamiętam jak raz popieścił mnie prąd, który biegł w ogrodzeniu. Od tamtego czasu zawsze uważałam. Nienawidzili mnie i Roba. Byliśmy dla nich jakimiś wstrętnymi robalami, pełzającymi po drodze, które można bez wysiłku zgnieść butem. Oni tak robili, zgniatali doszczętnie moje dzieciństwo. Georg miał wszystko, my nic. My za to wychowywaliśmy się w brudzie i samotności. Nigdy nam nie powiedzieli, że są z nas dumni, nawet wtedy gdy przynieśliśmy wodę na swych barkach w wieku 8 lat. Dla nich było to normalne, nie zdawali sobie sprawy z tego, że my cierpimy, że jest nam ciężko. Czasami gdy nie widzieli, używaliśmy swoich mocy i lewitowaliśmy tą wodę. Pamiętam jak zawsze śmialiśmy się po kątach, gdy oni myśleli, że zrobiliśmy to o własnych siłach. Zawsze wtedy moczyliśmy się w wodzie, żeby myśleli, że aż tak się zmęczyliśmy.
  • awatar Hayley Strachowsky: mi też się przypomniały wakacje przy przepisywaniu tego ^^ Ja też nie mogę się doczekać, aż dotrę do punktu, w którym pojawi się Katherine :* Nie ma za co ;p
  • awatar Gość: Przypomina mi to te wakacje.;D Wiesz czemu... Jest swietne i dobrze o tym wiesz. Nie moge sie doczekac jednej bohaterki... Dziekuje Ci bardzo za dodanie tamtego wpisu;:*
  • awatar Hayley Strachowsky: Dziękuję kochanie :3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Chciałabym poświęcić tą książkę wszystkim tym co stracili sens istnienia. Będą w niej momenty miłe, jak i trącające o grozę. Zachęcam do czytania. Przyjmę słowa pochwalne, jak i te niemiłe.